HISTORIA. W okresie PRL i cenzury, której podlegała cała oficjalna prasa, idee i postulaty niewygodne dla komunistycznej władzy mogły znaleźć miejsce tylko w tytułach wydawanych nielegalnie (w tzw. drugim obiegu). Tak publikowane były m.in. pisma ugrupowań młodzieżowych i akademickich z głównego nurtu opozycji lat 80. XX w. („Solidarności” czy Niezależnego Zrzeszenia Studentów).

Inaczej było z kontrkulturą i subkulturami młodzieżowymi, które w połowie lat 80. stawały się coraz popularniejsze w Polsce, a więc i na Pomorzu. Ze swej natury były to środowiska antysystemowe, czyli antykomunistyczne, ale z rezerwą odnoszące się również do przywódców opozycji i Kościoła katolickiego. Co ważne – kontrkultura tamtego okresu to awangardowy teatr czy poezja, ale przede wszystkim muzyka, najczęściej rockowa.
Idea i muzyka
Bezkompromisowe teksty punkowych piosenek (np. słupskiego Karceru i miasteckiego WC) czy pacyfistyczno-anarchistyczne felietony Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego nie pasowały więc ani do bogoojczyźnianych pism opozycji, ani tym bardziej do oficjalnych organów prasowych Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Tak powstała tzw. prasa 3. obiegu, prasa alternatywna, a publikacje wydawane w ten sposób nazywano zinami lub zine’ami (od angielskiego magazine).
Należy podkreślić, że pierwsze fanziny pojawiły się w Polsce już w latach 70., ale były to nieliczne pisemka wydawane wręcz w kilku egzemplarzach, poświęcone muzyce nowofalowej i – co ciekawe – literaturze science fiction. Ale rozkwit zinów to koniec lat 80. i początek lat 90. XX w., kiedy w okresie przemian politycznych większość liceów i technik była pełna młodzieży kontrkulturowej, „zbuntowanej”, słuchającej rockowej muzyki alternatywnej, punkowej, reggae czy metalu.
Bez zysku, powielacz i ksero
Ziny tworzone były bez nastawienia na zysk, rozdawane albo sprzedawane po kosztach kopiowania. Wydawano je dosłownie w warunkach domowych. Teksty „wystukiwano” na maszynach do pisania (początkowo też kaligrafowano), a treść uzupełniano grafikami, kolażami, wycinkami z oficjalnej prasy.
W okresie PRL druk odbywał się najpierw na powielaczach (użyczanych przez oficjalną opozycję). Później przy wykorzystaniu kserokopiarek, które zaczęły pojawiać się powoli w Polsce. Kserowanie było metodą najczęściej wybieraną przez autorów zinów do połowy lat 90. XX wieku, bo drukarnie wciąż były dla nich niedostępne (tym razem z powodów finansowych, a nie z uwagi na kontrolę ze strony komunistycznych władz). Większość z tych publikacji nadal nie była kolorowa, zachowała format A5 i małą czcionkę.
>> CZYTAJ TEŻ: Andrzej Zborowski i wielka przygoda z muzyką (WYWIAD)
Lata 70-80. XX wieku – Karcer przetarł szlaki?
Trudno z całą pewnością wskazać pierwsze tego typu wydawnictwo w Słupsku. Nie jest jasne czy swoje publikacje miało słupsko-usteckie środowisko związane z awangardową 74 Grupą Biednych (m.in. Jerzy Izdebski, 1968-1973).
Pierwszym (znanym teraz) zinem ze Słupska był „Obok” wydany w lutym 1986 r. przez członków legendarnego punkowego zespołu Karcer (m.in. Krzysztof Żeromski). Było to pismo poświęcone muzyce i subkulturze punk. Nie jest znana liczba numerów, egzemplarzy, ani metoda wydania (prawdopodobnie powielacz). Zin kolportowany był najpewniej na koncertach zespołu w całej Polsce.
Początek lat 90. XX wieku – „Mózgojad”, GYL, ksero i poczta
Przemiany polityczne 1989 r. sprawiły, że prasę wydawać mógł każdy – bez ograniczeń, kontroli i cenzury. Prasa 2. obiegu w większości zaginęła, a jej redaktorzy albo wchodzili do kolejnych rządów albo tworzyli nowe, oficjalne tytuły III RP.
Prasa 3. obiegu, która też już nie była nielegalna, a nazywano ją wtedy alternatywną albo niezależną, bynajmniej nie zaginęła, a wręcz odwrotnie. Scena hardcore punk i inne subkultury rozkwitały, tak jak niepewność ówczesnej młodzieży co do przyszłości w kapitalistycznej Polsce. Można powiedzieć, że „buntować się” już było łatwiej – bo bez milicji, gotowej przecież nie tak dawno okładać pałką tylko za długie włosy czy irokeza. Ale po dekadach, czytając teksty z zinów z początku lat 90., widać, że ówcześni młodzi ludzie ostrzegali jako pierwsi w „nowej Polsce” przed ksenofobią, rasizmem, konsumpcjonizmem, nadmierną eksploatacją środowiska, wykorzystywaniem zwierząt czy zmianami klimatu.
Pierwszy zin ze Słupska po transformacji ustrojowej, a o którym wiemy teraz, to „Walka Młodych” z 1990 r. – pismo związane z rozrastającym się coraz bardziej w Słupsku środowiskiem młodzieży punkowej i alternatywnej. Nakład to prawdopodobnie kilka kserowanych egzemplarzy.

Następny był „Mózgojad”, którego pierwszy numer ukazał się w lutym 1992 r.(wcześniej jego autorzy Ludomir Franczak i Arkadiusz Jastrzębski zaczęli w „Głosie Pomorza” tworzyć bardziej oficjalną cotygodniową kolumnę „Hyde Park”, a w szkole LO1 pisemko „Kafar”). W ciągu dwóch lat wyszły trzy numery „Mózgojada” (każdy liczył po kilkadziesiąt stron), powielany był na kserokopiarce i rozprowadzany w całej Polsce (pocztą, o ile odbiorca przesłał wcześniej znaczki pocztowe).
Łącznie rozeszło się ok. 10 tys. egzemplarzy, co sprawiło, że był to jeden z najbardziej znanych zinów tego okresu w kraju. Redakcja zorganizowała w Słupsku też w latach 1991-93 kilkanaście koncertów grup muzycznych z Polski i Europy, a grono młodych twórców „Mózgojada” z czasem się rozrosło (m.in. Michał Kowalski, Jacek Krawczewski, Kamil Macejko, Michał Przyborowski).
Nieco później, ale również w 1992 r., zina o nazwie „Pamiętnik” (ksero, kilkaset egzemplarzy) wydali członkowie dwóch znanych grup muzycznych ze sceny alternatywnej Ewa Braun i Guernica y Luno (Jacek Kaczmarek i Rafał Szymański). Szybko uznano, że w Słupsku warto tworzyć wspólne pismo i tak ukazało się „Na pierwszej linii” (sygnowane także jako „Mózgojad” nr 4 i „Pamiętnik” nr 1).

To samo środowisko (pod nazwą Kolektyw „Aktywność Społeczna”) wydawało też później tomiki poezji, pisma ulotne: skierowaną do licealistów „A-Kulturę” i społeczną „Ulicę Słupską” oraz (jako Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi – Alians Inicjatyw na Rzecz Społeczności Lokalnej) ekologiczne „Ziemia jest!” i „Zielone liście” (w nakładach po 2-3 tys. sztuk, drukowane już na maszynach poligraficznych do 1996 r.).
W latach 1992-93 ziny o nazwach „Front” i „Bagnet” wydawał Filip Żbikowski z Miastka, ale dystrybucja odbywała się także w Słupsku i to miasto widniało na winiecie (po dwa numery – łącznie kilkaset egzemplarzy).
Należy również odnotować artzin grupy młodzieży z Technikum Drzewnego w Słupsku, która nazwała go tak samo, jak grupę muzyczną, którą tworzyli, czyli GO-RICH. Był też zin z Technikum Elektrycznego związany ze sceną hardcore „Uszy królika Rogera”. W Ustce wydawany był metalowy „Black Moon” (cztery numery). Od 1991 r. w Lęborku ukazywał się zin „Bunkier”, kolportowany także w Słupsku.
W drugiej połowie lat 90. w Słupsku ukazały się dwa numery zina „Qrva Sistema” (Grzegorza Horbacza), pismo ulotne „Blue Express” oraz „A-tak” i ponownie „A-kultura”.
Zebrał Arkadiusz Jastrzębski we współpracy z Michałem Przyborowskim i Rafałem Szymańskim
Jak to było robione?
Maszyna do pisania, klej i nożyczki to przedmioty, bez których większość zinów nigdy by nie powstała. Ziny nie były bowiem składane tak jak tradycyjne gazety czy kolorowe magazyny przez zecera (później grafika) w drukarni. Wymuszały to warunki powielania, a przede wszystkim brak środków.
Najczęstszą formą stosowaną przez autorów zinów w latach 80. i 90. XX wieku było ręczne tworzenie od podstaw egzemplarza-„matki”(makiety, matrycy), z której kopiowano kolejne egzemplarze. Obok można zobaczyć karty makiety zina „Mózgojad” nr 3.
Egzemplarz-”matka” złożony był najczęściej z wyciętych pasków z tekstem pisanym na maszynie (rzadziej ręcznie) naklejanych na tło: kolaże, zdjęcia czy powielające się faktury. Całość uzupełniały grafiki, zdjęcia i ogłoszenia: np. wydawców kaset, płyt, zinów, organizacji ekologicznych i społecznych z innych miast lub krajów.
Ze względu na powielanie na kserokopiarkach ziny do połowy lat 90. były jednobarwne. Zdarzało się ręczne kolorowanie flamastrami wydruków, ale tylko przy niewielkich nakładach. Częściej spotykane było ręczne numerowanie, przynajmniej części nakładu („autorskiego”, „dla znajomych”).
Strony na kartach makiety były układane tak, aby po złożeniu na pół kartek A4 (rzadziej A3) układały się zgodnie z numeracją już we właściwym formacie A5 (rzadziej A4). Ziny po złożeniu najczęściej nie były przycinane. Czasami zdarzało się ich zszywanie.
Cechą charakterystyczną zinów była mała czcionka. Wynikało to z oszczędności i chęci zamieszczenia jak najwięcej treści na jak najmniejszej liczbie stron. Pamiętajmy też, że były to pisma tworzone przez ludzi młodych (w Słupsku nawet przez 16-latków) dla swoich rówieśników – w większości z dobrym wzrokiem.
Teksty przygotowano na wystawę „200 lat prasy słupskiej”, prezentowaną w Kasztelu Słupskim jesienią 2025 r.


